sobota, 8 kwietnia 2017

Pieniądze szczęścia nie dają, bieda też nie...

Szczęście daje stan umysłu


Jedni mawiają: "Pieniądze szczęścia nie dają tym co ich nie mają" i trudno się z tą myślą nie zgodzić patrząc na życie przez pryzmat naszego kapitalistycznego świata. W tak zwanym białym świecie, zachodnim bez pieniędzy to można co najwyżej mieszkać pod mostem, w przytułku czy skończyć jako podróżnik/autostopowicz liczący na ludzkie dobro bądź trafić do duchowego seminarium... Ot tak mniej więcej wygląda zarys życia bez "keszu".

Dzieci ze slumsów

Praca uszlachetnia


Nie ma sensu robić z siebie finansowego ascety i prawić morały, że pieniądze psują ludzi, bądź są czymś złym. To tylko przekonanie jak każde inne - typu ktoś lubi rosół, a dla kogoś innego jest wręcz obrzydliwy.

Ślepa pogoń za pieniędzmi też jest pusta i duchowo jałowa. Brać udział w wyścigu szczurów to kolejna utopia ludzkości - zatracenie prawdziwego sensu życia. Bez jasnego określonego celu banknoty nie będą same w sobie cieszyć. Trzeba mieć jasno określony cel (najlepiej poza finansowy), a pieniądze będą tylko konsekwencją działań i pojawią się prędzej czy później same.

Arnold Schwarzenegger światowej klasy kulturysta, genialny i znany aktor, oraz polityk - były gubernator stanu Kalifornia. Wydaje się być szczęśliwym, spełnionym facetem, który parafrazując nadal nie jest do końca najedzony, ciągle coś działa. Oszczędzał, inwestował, uczył się, miał jasno określony cel, a jego majątek pisząc kolokwialnie był tylko wypadkiem przy pracy.

Czy ludzie biedni są szczęśliwsi od bogatszych?


Jakby porównać jakiegoś Buszmena do człowieka z kraju zachodniej cywilizacji to może i by tak było, jednak takie zestawienie kompletnie jest bez sensu z powodu kompletnie różnych środowisk, wartości, celów i otoczenia.

Wszystko zależy od podejścia człowieka do życia i czego od niego oczekuje. Można być zarówno bogatym szczęśliwym i bogatym smutnym, oraz biednym tryskającym uśmiechem i na progu załamania nerwowego - pieniądze nie mają tutaj nic do rzeczy. Wrzucanie wszystkich do jednego wora jest kompletnie bez sensu, tak samo jak wszystkie teksty o prawdziwym mężczyźnie jaki to on nie powinien być i czego to on nie powinien robić.

Podsumowując cały tekst pełen truizmów i życiowych banałów (o których warto sobie czasem przypomnieć) trzeba jasno powiedzieć, że lepiej jest płakać w Ferrari niż w Tico.

Zapraszam do dyskusji w komentarzach! 

- - - - -

Źródło zdjęcia: 
http://chicagopolicyreview.org/wp-content/uploads/2014/04/2399948261_5469ef1de4_b.jpg

1 komentarz:

  1. Arnold to facet klasa sama w sobie, czego się nie dotknął zamienił w złoto. Kulturysta? Mistrz świata. Aktor? Znany chyba na całym świecie, grał w wielu produkcjach główną rolę. Polityk? Gubernator jednego z bardziej popularnych stanów w Stanach Zjednoczonych.

    Przepis na sukces jest prosty jak budowa cepa. Wielki cel, konsekwencja w działania, determinacja i powtarzanie tego samego w kółko. Fajnie, że mi o nim dzisiaj przypomniałeś na sobotę, od razu chce mi się wyskoczyć na siłownię.

    OdpowiedzUsuń